Dziennik Drużyny cz. 11 by Emily Collins

Posted: 22 marca 2013 by Kattea in Archiwum
Tagi:

 Sesja 11 – 09.03.2013

Od ostatnich wydarzeń minęło kilka dni, podczas których zdążyliśmy jako tako odpocząć i wylizać rany.

Wieczorem spotkaliśmy się na koncercie w Studz. Patti zamiast w typowych dla niej pasiastych spodniach wystąpiła tym razem w skórzanej sukience. Oraz ze skrzypcami!

Zaśpiewała a capella kawałek o watasze wilków, w której mimo waśni doszło do zjednoczenia sił, kiedy porwana została towarzyszka jednego z nich. Piosenka bardzo się spodobała i już po chwili wszyscy zgromadzeni wspólnie podśpiewywali refren.

Nagle picie przerwał Logan stwierdzeniem, że musimy znaleźć mojego ojca. Nie podnosząc głowy znad piwa, spytałam tylko:

-po co?

No i się dowiedziałam. Okazało się, że członkowie nowej loży Logana poinformowali go, iż ojciec zobaczył zbyt wiele – najpewniej rytuał odesłania lub przyzwania demona, który krąży gdzieś w pobliżu. Musimy więc wydusić z niego co się wydarzyło, aby móc się przygotować na spotkanie z tą istotą. Nagle znalezienie go osiągnęło bardzo wysoki priorytet.

Nim zdążyliśmy zdecydować, co z tym zrobić, Patti musiała wrócić do gry, natomiast Logan pokazał nam zdjęcia, które właśnie ktoś wysłał na jakąś jego grupę dyskusyjną. Pokazywały fragment Cienia! A na dodatek były zrobione dzisiaj. Bahal zadzwonił do jednego ze swoich ludzi, który potwierdził, że w tamtej okolicy jest sporo kamer, poustawianych kiedy żołnierze z czołgami wkroczyli do Downtown. Tym razem ustawiono je na mniejszym terenie, do tego ogrodzonym.

Chwilę później usłyszeliśmy ryk harleyów i błyskawicznie zbiegliśmy na dół. Los Diablos! Wyszliśmy z klubu, zachodząc ich z dwóch stron, ale chcieli tylko porozmawiać. Pokazali, że nie mają broni. Powiedzieli, że nie żywią do nas urazy, że mieli zobowiązania wobec osób, które wyciągnęły ich z pierdla. Wiedzą o naszych roszczeniach względem kawałka ich terenu i zaproponowali nam, że się stamtąd wyniosą, jeśli pomożemy im pozbyć się ćpunów z północy. Wtedy zajęliby ich terytorium a w zamian przez pół roku dostaniemy od nich broń po kosztach. Wyglądało na to, że mówił szczerze. Patti naradziła się z Sahidem i Bahalem, wszyscy stwierdzili, że warto zaryzykować, żeby choć na tym froncie przez jakiś czas mieć spokój. Szefowa spytała o ich sojusz ze Smokami, ale wyszło na to, że do niego nie doszło i wolą współpracę z nami. Zgodziła się więc na ich propozycję, a szczegóły miały być ustalone juto o ósmej wieczorem w Blood and Chocolate.

Kiedy odjeżdżali, cały klub czekał w napięciu na informację, co się dzieje. Patti wyszła na scenę aby poinformować o planowanym sojuszu. O dziwo, jej słowa nie zrobiły zbyt dobrego wrażenia, za to Bahal stwierdził, że zrobiliśmy im koło dupy, wysadziliśmy ich knajpę i pokazaliśmy na co nas stać, więc przybiegli z podkulonymi ogonami przeprosić. To wywołało lepszy efekt, ale ludzie nadal nie wyglądali na przekonanych. Patti zapewniła, że powinien teraz nastąpić przypływ gotówki, a jako zapowiedź tego postawiła wszystkim kolejkę. Barmani wymienili tylko spojrzenia przestraszeni nim tłum rzucił się w ich stronę.

Chcieliśmy z Bahalem iść potropić, ale Patti kazała nam zostać do końca koncertu. Zebraliśmy się ponownie w loży. Sprawy do omówienia były następujące: rozwiązanie kwestii hybryd, które zbliżają się do Locusa, umowy z Diabłami, szukanie mojego ojca, chronienie tajemnicy istnienia Królestwa Cieni, Plastik.

Sahid dostał zadanie rozeznania się w terenie, gdzie miały być te ćpuny. Jednak teren zachodził na terytoria co najmniej dwóch innych watach, a choć dla nas korzystne byłoby pozbycie się tych śmieci, mord na pewno wywołałby negatywny rezonans, którego inni mogliby sobie nie życzyć.

Wyszła też kwestia Locusu w Studz. Brutalne wydarzenia zmieniły jego rezonans a przywrócenie go będzie zajęciem czasochłonnym. Wymagałoby to jeszcze sporej ilości koncertów lub zadziałania na świat duchów, który wpłynąłby na świat realny. Problem w tym, że nie wystarczy sprowadzić duchów o korzystniejszym dla nas rezonansie do Locusa, gdyż ryzykujemy wtedy, że staną się tylko pożywką dla duchów mordu.

Patti poruszyła też temat IRA. Stwierdziła, że potrzebujemy kasy i żeby podzielić zyski ze współpracy z nimi pomiędzy Wilki i Ryżych. Spytałam, jak zamierza ich do tego przekonać, ale odparła tylko, że to jej sprawa. Moglibyśmy im zaproponować magazyny oraz ewentualnie kurierów.

W międzyczasie Logan dostał telefon i odszedł na bok. Kiedy wrócił, minę miał nieciekawą. Stwierdził, że ma wyniki krwi ćpunów. Bardziej są podobne do wyników ludzi chorych. Ich białe krwinki jakby walczyły z chorobą na bazie esencji. Dodał, że Militech chyba jest świadom naszej obecności, tym bardziej, że doktorek nie wydawał się zaskoczony naszym widokiem. I to nas jako Uratha.

Mieliśmy iść tropić ojca, ale Patti dostała telefon od Ryżego Jacka z informacją, że Militech wkroczył do Downtown i czegoś szuka. I że Irlandczycy muszą koniecznie wyjechać rano z Downtown. I szlag trafił plany, bo na każdym skrzyżowaniu zostawiali czujkę. A plany skopania duchów mordu w Lokusie wymagały pozbycia się stąd ludzi. Wytłumaczyliśmy im, żeby się szybko ewakuowali, Logan miał odwieźć Susan do leża.

Nim jednak zdążył się oddalić, Patti zaświeciła się lampka przypominając o Irishach. Logan sprawdził, czemu muszą wyjechać tak pilnie. Okazało się, że policja czy FBI już złapali trop i rano skierują do sądu nakaz aresztowania. Zresztą jako miejsce ich pobytu mieli mieszkanie Patti, więc stwierdziła, że może nie będzie zamykać drzwi, tylko zostawi ciasteczka. I znów zamówi ekipę montażową.

Zasugerowałam i naciskałam, żeby odprawić w końcu rytuał skruchy nad sztyletem Sahida, który będzie nam potrzebny do unieruchomienia Pastika. Wtedy Logan miałby czas na wyrysowanie kręgu i odprawienie rytuału spętania, co powinno mu uniemożliwić ucieczkę do Cienia, a nawet gdyby mu się udało, byłby przykuty do tego miejsca. Wystarczyłoby wtedy tylko przejść przez Rękawicę i dokończyć dzieła, a jeśli by się udało to go wyssać z esencji.

Logan odwiózł więc Susan a my skierowaliśmy się do parku. Zaczęliśmy z Bahalem tropić, a reszta odprawiła rytuał Sahida. Znaleźliśmy świeży trop i tak się zajęliśmy podążaniem jego śladem, że wpakowaliśmy się prosto na patrol Militechu. Chciałam znów wykorzystać sztuczkę z merdaniem ogonem, ale błyskawicznie wzięli nas na muszkę. Powiedzieli, że nie jesteśmy tym, czego szukali, ale że możemy być nawet bardziej użyteczni niż tamto i żebyśmy się nie ruszali. I że wiedzą, że ich rozumiemy. Bahal kazał mi uciekać, więc próbowałam odskoczyć, kiedy w naszą stronę poleciały strzałki i seria z karabinu. Przed strzałką się uchyliłam, ale seria trafiła. Au! Srebro! Skurwiele! Bahala trafili strzałką, po czym padł na miejscu. Poddałam się Szałowi, rzucając się na pierwszego i łamiąc mu kończyny. Skurwysyny były jakieś zmutowane, bo w ogóle się nie przestraszyli a strzał kolejnego mnie powalił.

Z tego co się dowiedziałam później, zapakowali nas do furgonetki i ruszyli kiedy nadjechała reszta watahy. Zaczął się pościg samochodem.

c.d.n.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s