Dziennik Drużyny cz. 7 by Emily Collins

Posted: 22 lutego 2013 by Kattea in Archiwum
Tagi:

Sesja 7 – 17.01.2013

Po wizycie z Sahidem u naszych zachodnich sąsiadów i przekazaniu ustaleń Patti i Loganowi, zebraliśmy się wszyscy wczesnym wieczorem na granicy naszych terytoriów.

Po chwili zjawiła się Maria w towarzystwie jeszcze nie przedstawionych nam towarzyszy – Rahu – dwóch postawnych Murzynów i młodszego od nich Mulata. Byli zdziwieni i chyba zaniepokojeni obecnością całej naszej watahy. Patti wyjaśniła, że to na wypadek gdyby sprawy wymknęły się spod kontroli. Przez chwilę obie alfy mierzyły się wzrokiem, po czym Patti z niechęcią odwróciła spojrzenie. Rozstąpili się i pozwolili nam wejść na swoje terytorium. Przeszliśmy bocznymi uliczkami na dość spore podwórze najwyraźniej w pobliżu doków, a po zapachu sądząc, również rzeźni. Chyba tej samej, przy której spotkaliśmy ich wcześniej. Rahu wytaszczyli spore beczki, ustawiając je w czworokąt i przygotowując coś na kształt ringu. Logan stwierdził, że najlepiej zacząć od rytuału i że musi się on odbyć w centrum terytorium. Przeszliśmy jeszcze trochę dalej, obok jakiegoś magazynu. Logan poprosił o pokazanie glifów i sprawdził ich kompletność. Wyszło jednak na jaw, że mogły być rozmieszczone zbyt dawno, aby rytuał się udał, bo ponad dobę temu. Stwierdzili jednak, że mimo to chcą spróbować go odprawić. W końcu podali nam też swoje imiona i nazwę watahy : ____________

Maria Cassals – Pieśń Przodków, Kościany Cień

Czarni: Pogromca Niespokojnych Loa i Piewca Przodków – również Kościane Cienie

Mulat: Patrick Summers – Krwawy Szpon

Rytuał na szczęście skończył się powodzeniem a z różnych stron usłyszeliśmy wycie potwierdzające przyjęcie tej informacji. Po chwili Logan przypomniał Patti by również zmieniła się i dopełniła tej formalności.

Wracając na miejsce, gdzie był przygotowany ring, Patti dostała telefon przypominający o koncercie, a dodatkowo prośbę o przekazanie Bahalowi, że przyniesiono trzech (domyślnie chyba naćpanych kolesi). Nad nami zbierały się burzowe chmury. Zasugerowałam Bahalowi, żeby może poszedł potropić zanim się rozpada, ale tak jak sądziłam, stwierdził, że woli popatrzeć.

Weszłam na ring wyznaczony przez cztery płonące beczki, zarzucając płaszcz na Logana i jego kamerę. Chciałam, żeby nie filmował, ale reszta uznała, że przyda się to w celach instruktażowych.

Sama walka była krótka i bolesna, jak można się było spodziewać. Kiedy próbowałam któregoś zaatakować, z boku lub z tyłu obrywałam od innego. Nie pamiętam dokładnie jak się skończyła bo nagle urwał mi się film. Ponoć wpadłam w Szał, ale obezwładnili mnie na tyle szybko, że interwencja mojej watahy nie była konieczna. Doszłam do siebie w samochodzie w drodze do Studz. Przed wejściem wyczuliśmy jakiś dziwny zapach. Bahal poszedł tropić, a Pati kazała mi, Loganowi i Sahidowi wrócić do domu w celu nastawienia mi ponownie złamanej lewej ręki. Niech to szlag! Logan musiał ją ponownie złamać, więc drań zrobił to od razu choć do rytuału miał się zabrać dopiero za kilkanaście, kilkadziesiąt minut.

Sprawy jednak się skomplikowały, bo po drodze minęliśmy jakieś vany. Logan próbował powiadomić Patti i Bahala ale dopiero po dłuższej chwili udało się dodzwonić. Patti kazała nam wracać do Studz zamiast rytuału. Warknęłam na Logana, żeby w takim razie odprawił go w aucie. Natychmiast! Stwierdził, że potrzebuje do tego czystej wody, ale z jej braku użył whisky z piersiówki. Sahid, nie mogąc mu pomóc, pobiegł wesprzeć resztę.

Bahal wyczuł trop Plastika, wiodący do Studz. Udało mu się podbiec i wepchnąć Patti do Studz tuż przed wysiadającymi z samochodów komandosami uzbrojonymi w karabiny i granaty dymne, które zaraz wpadły do klubu. W środku wybuchła panika. Patti, Bahal i Sahid, który zdążył do nich dobiec, zmienili się w Dalu, wzywając pomoc totemu – przywołanie wiatru, aby rozpędzić dym. Nim opadł, kilkanaście osób leżało postrzelonych a reszta uciekała przez tylne wejście i na zaplecze. Sahid znalazł główny wyłącznik prądu, a Patti i Bahal pobiegli w kierunku zaplecza, w ciemności atakując napastników.

***

Bahal: łapię po drodze krzesło. Albo dwa.

***

Patti z Bahalem udało się wyeliminować kilku komandosów a potem uspokoić spanikowany tłum. Niestety nie obyło się bez kilku ofiar spośród gangu. Nim dobiegliśmy z Loganem do Studz, było już po wszystkim. Plastik, krwawiąc posoką uciekł tylnym wyjściem, a Patti kazała mi i Bahalowi go śledzić, ale nim zdążyliśmy się oddalić, zawyła każąc nam biec do magazynu, który rozpieprzali nam Meksykańcy.

Dołączyliśmy do ekipy po drodze a kiedy przyjechaliśmy na miejsce, przed budynkiem siedziało na czatach i z widoczną bronią dwóch z nich a z magazynu dobiegały strzały. Bahal odwrócił uwagę czujek biegnąc w wilku, a ja z Patti podbiegłyśmy od tyłu, w biegu zmieniając się w Dalu. Nie udało nam się ich załatwić jednym ciosem, konieczne były całe dwa. Znaczy w ramach drugiego przygwożdżenie motorem załatwiło sprawę.

Pobiegłyśmy za Bahalem do magazynu. W środku zobaczyłyśmy dwóch kolesi trzymających naszego Irrakę na muszce. Nie namyślając się dłużej, zmieniłyśmy się w Gauru i po prostu rozerwałyśmy ich na strzępy. Bahal też się zmienił i pobiegliśmy łapać resztę uciekających w głąb magazynu. Niestety musieliśmy zabić też naszych, którzy widzieli naszą przemianę. Shit! Gdybyśmy zauważyły ich od razu, może byśmy się opanowały, ale widok gości mierzących w jednego z nas to już było za wiele jak na jeden wieczór. Ciała i samochody Meksykańców spaliliśmy, natomiast motory zabraliśmy. Jeden miał dostać Mad Dog, bo ponoć lubi takie zabawki – w zamian za przysługę oczywiście. Dwa poszły na sprzedaż dla gangu, a kolejny spodobał się Patti. Ja wzięłam sobie ten, którym rzuciłam – po wyklepaniu w warsztacie będzie jak nowy.

Tymczasem Logan zamknął klub i objął w posiadanie bar, zapraszając do zabawy Irlandczyków. Sahid udał się na umówione spotkanie ze Srebrnym Syndykatem. Po drodze natknął się na blokadę, więc musiał użyć podstępu, aby się przedostać. Udał więc spanikowaną ofiarę Plastika, a kiedy zaczęli go uspokajać i wysłali patrol, aby to sprawdzić, ogłuszył strażnika, przebrał się w jego ciuchy i pod pozorem załatwienia czegoś przeszedł na drugą stronę. Jeden ze strażników próbował go zatrzymać, ale skończyło się na paru kulach w tyłku. Napadł na jakiegoś idącego na dyskotekę pedzia i w cokolwiek gejowskim stroju udał się na spotkanie. W tych okolicznościach nie mogło pójść dobrze, jednak gdy Sahid wspomniał o śnie Patti dotyczącym Idigam, Max Roman diametralnie zmienił podejście i jednak postanowił spotkać się z nią jutro na Skalistej Wyspie.

Kiedy skończyliśmy w magazynie, Sahid zadzwonił do Bahala prosząc o przeprowadzenie go z powrotem do Downtown. Bahal pobiegł więc w kierunku granicy, a ja z Pati pojechałyśmy do parku zaczerpnąć esencji, gdyż zbliżała się burza i trzeba było odprawić rytuał a my byłyśmy wykończone. Po drodze zadzwonił Logan mówiąc, że w Studz pojawił się jakiś duch, który chce zamieszkać na naszym terenie. Wyglądał jak aniołek z ostrymi zębami a z tego co udało się Itheurowi wywnioskować, należał do któregoś z chórów konceptualnych. Nikomu z nas nic to nie mówiło. Po odprawieniu przez watahę rytuału ku czci totemu, Patti pogadała z duchem, który zaoferował w zamian informacje o byłym terytorium Nieskalanych – doszło do dużych przetasowań w świecie duchów, po wojnie do władzy dorwały się duchy fanatyzmu i słońca. Nie wróżyło nam to dobrze i będziemy musieli się nimi zająć. Ten konkretny duch chyba był duchem wiary, być może fanatycznej, ale nie powinien wywoływać zbyt szkodliwego rezonansu. Drugą częścią umowy była jakaś przysługa, którą będzie nam winien. Alfa zgodziła się na jego pobyt, a ja dowiedziałam się, że poza pilnowaniem by duchy i śmiertelnicy pozostawali w swoich światach, ważny jest też odpowiedni ekosystem, bo zbyt jałowy świat duchów będzie też wyjaławiał świat fizyczny. I to również jest jedno z naszych zadań.

Pati stwierdziła, że przy patrolowaniu terytorium trzeba będzie zwrócić uwagę na Cień przy granicy z Meksykańcami i pilnować czy jakiś duch stamtąd nie przeszedł do nas. A skoro mowa o Cieniu, trzeba było sprawdzić, jakie wrażenie na odbiciu Studz wywarła dzisiejsza rzeź. Niestety potężne. Ściany spływały krwią i zalęgło się sporo nowych duchów. Te nie mogły przynieść nic dobrego. Kazaliśmy im się wynosić, na co większość uciekła przez okna i ściany, ale jeden rzucił się i próbował pożreć innego ducha. Nie mogliśmy pozwolić na powstanie kolejnej hybrydy, więc rzuciliśmy się na niego. Wraz z Bahalem zastosowaliśmy technikę osłabiania przeciwnika, którą ostatnio opracowaliśmy. Zadziałała perfekcyjnie, bo pozwoliła mi i Patti przebić się przez pancerz ducha, wgryźć w niego i przytrzymać. W tym czasie Logan wykreślił krąg, odprawiając rytuał przywiązujący ducha do tego miejsca. Na rok. Był wyraźnie wściekły, jeszcze go takiego nie widziałam. Zdziwiłam się, że na tak długo ale zaproponowałam, żeby w takim razie negocjować wypuszczenie go wcześniej w zamian za jakąś przysługę lub informacje. Niestety reszta się nie zgodziła i uznali, że lepiej ducha wykończyć wysysając z niego esencję. Patrzyliśmy przez chwilę jak się miotał, usiłując na różne sposoby opuścić krąg, ale nie mieliśmy nastroju do zabawy, więc szybko z nim skończyliśmy. Uznaliśmy, że będzie to nauczka dla pozostałych duchów, które kręciły się poza murami Studz, po czym wróciliśmy zająć się sprawami świata fizycznego.

Ponieważ było jeszcze dość wcześnie, mieliśmy wyruszyć na terytorium Meksykańców spuścić im wpierdol za atak na nasz magazyn. Patti koniecznie chciała uderzyć od razu, najlepiej podążając za szefami gangu, którzy spotkali się właśnie ze Smokami w Blood and Chocolate, powszechnie uznawanym za terytorium neutralne i miejsce negocjacji.

Zmroziło mnie to, bo instynkt podpowiadał mi, że na własnym terytorium będą mieć nad nami przewagę a bez przygotowania planu i zebrania informacji mogliśmy wpakować się w niezłe gówno. Albo i zasadzkę. Niestety wytłumaczenie tego alfie nastręczyło mi sporo problemów, tym bardziej, że nie chciałam wyjść na tchórza ani na mięczaka w oczach watahy, zważywszy na moją obecną pozycję. Na szczęście reszta w końcu podchwyciła moją sugestię i przekonała Patti, aby odłożyć wyprawę przynajmniej o dzień. Dzięki temu mogłam zająć się szkołą i sprawdzić, czy ojciec się pojawi, a reszta miała czas, by zebrać informacje o przeciwnikach i ich terytorium tak, byśmy mogli zaplanować skuteczny atak.

c.d.n.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s