Dziennik Drużyny cz. 6 by Emily Collins

Posted: 17 lutego 2013 by Kattea in Archiwum
Tagi:

Sesja 6 – 08.02.2013

Mimo pozbycia się Plastika, wojsko nadal pałętało się po dzielnicy a kwarantanna nie została zdjęta. Kilka dni przeczekaliśmy nim spotkaliśmy się w Studz.

W przerwach między remontem mieszkania Sahid uczył mnie podstaw mojej roli jako Rahu. I kazał mi czytać! Sztukę Wojny Sun Tzu, która, ku mojemu zaskoczeniu, okazała się całkiem przydatna.

Kiedy zbliżaliśmy się z Sahidem do klubu, zadzwonił do niego Logan każąc wpłynąć na mnie, abym nie łamała robotnikom nóg. Nie moja wina, że kibel im upadł na nogi jak partaczyli robotę! Kiedy się rozłączył, narzuciłam na głowę kaptur i popatrzyłam z oczekiwaniem na Sahida, żeby zrobił to samo. Poprawiłam latarkę przy pasie i uśmiechnęłam się szelmowsko nim weszliśmy do klubu. Usłyszeliśmy coś dziwnego – zamiast bębnów i gitary skrzypce i mandolinę. WTF?

Czterech Irlandczyków, komandos ze złamaną ręką i Pati, wszyscy nieźle pijani, grali na scenie. Wokół walało się mnóstwo butelek, gitara Pati, jej koszulka i płaszcz oraz męskie bokserki. Co prawda faceci wyglądali na ubranych. Bahalowi opadła szczęka, a po chwili również mi, Sahidowi i Susan. Jedynie Loganowi zmiana repertuaru wydawała się podobać. Pati wzruszyła tylko ramionami stwierdzając, że grali w rozbieranego pokera. Bahal uznał, że przyda nam się coś mocniejszego, ale niestety pojemnik ze specyfikiem okazał się pusty. Pozostało więc whiskey w beczce stojącej na środku. Logan wziął z baru dwa kufle, napełnili jeden dał Susan. Zabrałam go, mówiąc, żeby nie rozpijał nieletnich, ale nim zdążyłam wypić choć łyka, kufel odebrał mi Sahid.

-A skoro o nieletnich mowa… – było jedynym komentarzem. Zmełłam w ustach przekleństwo, ale trudno było odmówić mu słuszności. Po czym zszedł na dół i kazał mi pomóc w sprzątaniu piwnic.

Kiedy wyszliśmy, brakowało Pati i któregoś z Irishów, a inny przekazał, że chciała coś z nami załatwić. Wypiliśmy jeszcze kolejkę whiskey, a potem wrzuciliśmy do piwnic zwłoki Irlandczyków i komandosa. Bahal stwierdził, że idzie obejrzeć Lokus po drugiej stronie. Chciałam mu pomóc, ale Sahid się nie zgodził i kazał mi sprzątać. Uznał, że przyda mi się trochę pokory a sam jakby mimochodem zaczął od drzwi. Kiedy skończyłam, w nagrodę pozwolił mi zaczerpnąć odrobinę energii z Lokusa. Po dłuższym czasie wróciła Pati w towarzystwie brakującego Irlandczyka. Jeszcze nigdy nie widziałam jej w tak dobrym humorze. Irish wpełzł do reszty swoich kumpli.

Kiedy skończyliśmy żartować, okazało się, że alfa miała nam do zakomunikowania coś ważnego. A mianowicie, że Nicholas dołączył do innej watahy, która dopiero się tworzyła i brakowało im członków. Uznał, że tam będzie lepiej pasować. Po drugie, Pati uznała, że jako wataha powinniśmy mieć wspólne lokum. Swój czas dzielilibyśmy pomiędzy mieszkanie z rodzinami a z watahą. Wspólne mieszkanie powinno mocniej nas scalić. Pati spytała, co o tym sądzimy, podając nam naprędce naszkicowany plan. Wyszczerzyłam zęby do Logana, pytając, czy chce, żebyśmy zamieszkali razem. Jak się spodziewałam, stwierdził, że jest przeciw. Pati jednak perswadowała, że wszyscy jesteśmy dość krótko Uratha i powinniśmy się też nauczyć sporo o sobie nawzajem.

Dyskutowaliśmy długo ale dla wszystkich było jasne, że takie lokum się przyda, choćby jako awaryjne. Przy okazji doszliśmy do wniosku, że moje siostry dobrze byłoby przenieść bliżej rodziny Bahala, żeby w razie czego ułatwić nad nimi opiekę. Bahal stwierdził, że eksmituje sąsiada a ponieważ jeszcze nie skończyliśmy remontu, uznałam, że najlepiej przeprowadzkę zorganizować jak najszybciej, żeby później zapewnić siostrom spokój. Zdecydowaliśmy się na mieszkanie w kamienicy, które wyszukała Pati i cały następny dzień spędziliśmy na jego urządzaniu.

Dopiero wieczorem, kiedy jako tako się urządziliśmy a gangerzy skończyli wnosić meble, mieliśmy czas, aby spokojnie pomyśleć, co dalej robić. O dziwo nic dziś nie wybuchło, więc Pati postanowiła, że pójdziemy sprawdzić Lokus w parku, bo ponoć ktoś (i to nie Uratha) osuszył go z esencji, A następnie sprawdzić co z wilkołakiem na Liberty Flair. Sahid dodał też, że w czasie patrolu zauważył glify po zachodniej stronie naszego terytorium.

Logan miał sprawdzić doniesienia o Militechu i jego planach, a Sahid zająć rozmowami z innymi watahami, bo czekanie na koniec kwarantanny nie wydawało się celowe. O dziwnych ćpunach nie udało się zebrać informacji, więc Bahal i Sahid mieli ponowić rozesłanie wici. I została sprawa Meksykańców, którzy wysadzali nam towar i pogranicze, co mogło spowodować dalsze straty w ludziach. Pati zaproponowała złapanie ich w pułapkę, rozpuszczając plotkę o kolejnym transporcie samochodów. Logan zwrócił uwagę, że próbując ich ruszyć, możemy się natknąć na jakieś nieźle uzbrojone komando. Dlatego mieliśmy z tym poczekać na koniec kwarantanny.

Następnie Logan przeszedł do kwestii mojego ojca. Stwierdził, że na pewno nie był wtyką tutejszej policji i że może sprawdzić gdzieś wyżej, ale to znów zajmie trochę czasu. Pati stwierdziła, że może nie żyć, ale Logan zaprzeczył mówiąc, że nagroda nie została wycofana. Poleciła mi więc sprawdzić skrytkę pod starym mieszkaniem, czy nie ma tam wiadomości od niego i ewentualnie zostawić mu własną.  I poszukać świeżego tropu ojca.

Najpierw jednak był do obejrzenia park. Bahal zaproponował, że przeprowadzi nas tak, żeby żaden patrol nas nie znalazł. Pati forsowała rozdzielenie się, ale w końcu Logan ją przekonał, żeby zaufać umiejętnościom Bahala. Mnie nikt nie słuchał. Nasz tropiciel rzeczywiście przeprowadził nas różnymi dziwnymi zaułkami i piwnicami, do tego całkiem szybko.

Na miejscu szybko wyczuliśmy, że był tu Plastik. I to całkiem niedawno. Pati uważała, że mógłby być to drugi taki twór, bo raczej po spaleniu żadna istota nie powinna móc się zregenerować. Przeszliśmy do Cienia, gdzie od razu zmoczył nas deszcz, a zapach po tej stronie był równie mocny. Najwyraźniej tędy wyszedł do naszego świata. Trop był sprzed dwóch, trzech dni. Usiłowałam znaleźć jakiś trop ducha, którego moglibyśmy zapytać, czy go nie widział, ale ostatni duch był tu około tydzień temu. Totem podpowiedział nam, że w świecie duchów rozniosła już się wieść o przechodzącym człowieku, za którym szła śmierć i zniszczenie.

Stwierdziliśmy, że kwestią Plastika zajmiemy się później, a najpierw sprawdzimy wilkołaka. Nie było łatwo uchwycić trop, ale kiedy już się udało, złapaliśmy dodatkowo trop rockandrolla, ale poza zapachem seksu i muzyki wyczuliśmy też woń człowieka. Wilkołak przebywał w budynku dokładnie pomiędzy dwoma terytoriami. Pati poleciła Loganowi wyryć glif na ścianie budynku, aby wyłączyć go z naszego terenu a sama zaskowyczała przekazując informację, że to jeszcze nasze terytorium i że każdy kto je naruszy, będzie miał z nami do czynienia. Chwilę później zaczęło padać a my ledwie zdążyliśmy ukryć się przed przejeżdżającym patrolem Militechu.

Bahal polecił mi koordynować tropienie rockandrolla. Przy pomocy watahy udało się śpiewająco. Byłam z siebie bardzo dumna, tym bardziej, że był przyczepiony do człowieka a ten przebywał w mieszkaniu. Wystarczyło więc go ogłuszyć i wypędzić ducha. Był to członek gangu, więc nie chcieliśmy go zbytnio uszkodzić bez powodu. Na klatce Logan odprawił rytuał, który miał umożliwić naszym kłom i pazurom dosięgnięcie ducha nawet kiedy będzie niematerialny.

Sahid zapukał do drzwi, gotów do ogłuszenia tego, kto je otworzy, ale bez efektu. Bahal otworzył je więc kościanym kluczem, najwyraźniej fetyszem, który wydawał się doskonale pasować do nowoczesnego zamka. Sahid wszedł pierwszy i niedwuznacznym gestem dał nam do zrozumienia, co zobaczył na chwilę przed tym nim doszły do nas odgłosy. Najwyraźniej facet był tak pochłonięty, że nawet nie usłyszał pukania. Sahid ogłuszył go sztyletem, a Pati wywlekła dziewczynę do drugiego pokoju, każąc jej się ubierać. Bahal zataszczył faceta do kuchni, żeby mogła ją wypchnąć z domu, ale najwyraźniej duch wtedy też się ulotnił. Bahal wpadł do pokoju a kiedy go tam nie wyczuł, przez drzwi. Pati krzyknęła, że tu jest, ogłuszając dziewczynę, więc i ja wyskoczyłam z mieszkania. Bahal właśnie wyskakiwał przez okno na klatce, więc celowałam tam, gdzie on. Udało nam się zranić ducha, ale niestety się nam wyślizgnął, a lejący deszcz uniemożliwił wytropienie go. Pati i Logan znaleźli jakieś dragi, podrzucili je parce, aby jakiekolwiek wspomnienia przypisali hajowi.

Ponieważ zaczęło już grzmieć, weszliśmy w najbliższy ciemny zaułek. Logan zmienił się w Dalu, a Pati w Urshula, skowycząc pieść pochwalną dla naszego ducha totemicznego. Kiedy usłyszeliśmy grzmot, Logan naciął sobie nadgarstek, upuszczając odrobinę krwi, po czym przy każdym kolejnym grzmocie nacinał po kolei nam ręce. Trwało to kilkanaście minut, nim zdecydowaliśmy się wrócić do naszego nowego lokum. Poza Pati, która stwierdziła,że idzie się napić w Studz. Logan zaoferował jej towarzystwo, ale odparła, że znajdzie je na miejscu, więc kupił coś po drodze do domu.

Zdążyliśmy się trochę wysuszyć i właśnie w salonie oglądaliśmy wiadomości o bliskim zdjęciu kwarantanny, kiedy Sahid dostał wiadomość o zarekwirowaniu przez Militech samochodów gangu. Rzucił do Bahala, że mają problem, a ja starałam się wtopić kanapę, żeby nie wychodzić na tą ulewę. Jednak kiedy usłyszałam o dziesięciu kolesiach z bronią automatyczną, pomyślałam, że jednak się przydam. Po drodze dosiadła się Pati, która jakoś zorientowała się, że coś się dzieje.

Na miejscu Pati przywołała mgłę, Sahid podjął się uszkodzenia lawet, Bahal uwolnił związanych gangerów, a mi i Pati przypadła cała zabawa. To znaczy ona w Dalu łapała gości, a ja ich siekłam pazurami. Skończyli się zanim zdążyłam się rozkręcić, więc pozostało posprzątać i się zmyć. Kompletnie przemoczeni dotarliśmy do lokum, znów poza Pati. Obudziła nas koło jedenastej i miała tyle przytomności, że od razu zrobiła dzbanek kawy.

Kiedy się dobudziliśmy, rozdzieliła nam zadania. Ona z Bahalem pojechali tropić starego wilkołaka, ale rozpadało się, więc odesłała Bahala, który miał zabrać dziecko do lekarza. Logan sprawdził zachodnią granicę naszego terytorium.  a ja w asyście Sahida poszłam sprawdzić dom. Zostawiłam wiadomość w skrytce podając specjalnie w tym celu zakupiony telefon i poszliśmy powęszyć pod szkołą. Nie spodziewałam się nic wywęszyć, tym większe więc było moje zaskoczenie, kiedy stwierdziłam, że był tu wczoraj. Jutro koniecznie muszę pójść na lekcje.

Spotkaliśmy się dwie godziny później w Studz. Logan stwierdził, że oględziny glifów od zachodu naszego terenu wskazują na próbę zaznaczenia terytorium. Ale nie było słychać wycia zajmującego je, więc albo nie mają rytualisty, albo nie zna on tego rytuału. Sahid zaproponował, by złożyć im wizytę i „wypożyczyć” im Logana jako gest dobrej woli, jako, że nie będziemy chcieli powiększać terytorium w tamtym kierunku.

Do Pati zadzwonił telefon. Dzwoniący przedstawił się jako Max Roman ze Srebrnego Syndykatu i stwierdził, że jako gest dobrej woli przekazuje informację, że rozprawili się z jednym z laboratoriów Militechu pracującym nad jakimiś opętaniami. Mogli zdążyć już coś wypuścić a nasz teren byłby dobrym poligonem doświadczalnym.

Logan zaproponował atak na bazę danych Militechu aby spróbować wyciągnąć informacje i ewentualnie część z nich skasować. Problem w tym, że wymaga to pomocy, bo jedna osoba nie da rady. Mógłby znaleźć odpowiednią grupę, ale wyłączyłoby go to ze wspólnych działań w watahą nawet na tydzień, dwa. A jeśli miałby odprawiać jakikolwiek rytuał, nie mógłby tego robić jednocześnie włamując się do sieci. Pati jednak stwierdziła, że nie bardzo możemy w tej chwili pozwolić sobie na tak czasochłonne zajęcie bo mamy inne problemy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s