Dziennik Drużyny cz. 5 by Emily Collins

Posted: 7 lutego 2013 by Kattea in Archiwum
Tagi:

Sesja 5 – 27.01.2013

Od ostatnich zdarzeń mieliśmy jakieś trzy dni wolnego. Co nie oznacza, że minęły spokojnie. W niedzielę około siedemnastej Pati wezwała mnie do Studz. Znów jej się nie podobało, że szukałam siostry mimo, że przecież uspokoiła mnie, że jest z Loganem. Powiedziałam, że wcale mnie to nie uspokaja, skoro nie wiem, GDZIE jest. No i się zaczęło – powiedziała, ni mniej ni więcej, że Susan zamieszka z tym dupkiem, a ona, Pati, to popiera i nie widzi w tym nic złego. To była kropla, która przepełniła czarę goryczy. Poczułam się, jakby razem z Loganem zabierali mi siostrę, a ja nie mogłam nic z tym zrobić, bo przecież, choć wielokrotnie się odgrażałam, nie podniosę ręki na członka watahy. A nawet gdybym chciała to Pati by mi na to nie pozwoliła, a alfie się nie sprzeciwię. Mogę się z nią sprzeczać albo kwestionować jej zdanie ale nie rzucę jej otwartego wyzwania. Choć wtedy z desperacji przez moment byłam temu bliska. Zamiast tego jednak zrobiłam coś znacznie, znacznie gorszego – wybuchnęłam płaczem. Od śmierci matki nie czułam się tak bezsilna a od kiedy dowiedziałam się o tym kim jestem, miałam nadzieję już nigdy tak się nie czuć. Odniosło to jednak pewien skutek, bo Pati przestała mnie ochrzaniać i zamiast tego kazała iść i jakoś rozładować złość. Co też zrobiłam obiegając w rekordowym tempie nasze terytorium, w międzyczasie spuszczając łomot jakiemuś debilowi, który nie miał na tyle instynktu samozachowawczego, żeby na czas zejść mi z drogi.

Kiedy dotarłam do Studz, wataha już się tam zebrała. Znaczy poza idiotą, który miał przyjść z Susan i niby wszystko mi wyjaśnić. Wlazłam do loży wciąż wkurzona, co najwyraźniej zdziwiło resztę, bo zaczęli pytać, co się stało. Spytałam, czy o tym wiedzieli, ale najwyraźniej nie, więc zaczęło się tłumaczenie. O dziwo wcale nie byli nastawieni przeciwko mnie, co mnie niespodziewanie mile zaskoczyło. Zwłaszcza Sahid wstawił się za mną, za co zebrał opieprz od Pati. Zaczęłam się odrobinę uspokajać, kiedy w wejściu pojawiła się głowa Logana. Niewiele myśląc, złapałam najbliżej stojącą butelkę i cisnęłam w niego. Niestety chyba to przewidział bo nie usłyszałam jakże miłego dźwięku, jaki by wydała roztrzaskując mu się na twarzy. Susan przezornie została na dole, a nim zdążyłam ponowić cios, chłopaki zabrali mi z zasięgu wszystkie butelki i kufle. Kiedy zorientował się, że nic więcej nie leci w jego stronę, dupek wszedł i zaczął się tłumaczyć, że nie przespał się z moją siostrą i że to była jej decyzja a on wcale jej do tego nie nakłaniał. Jaaasne… Ponoć już nawet miała zrobiony tatuaż, który wskazywał, że do niego należy. To akurat uważałam za dobrą ochronę i nie miałabym nic przeciwko, gdyby tylko nie nastawiał jej przeciwko mnie. Chciał, żebym sama z nią porozmawiała, ale kompletnie nie miałam na to ochoty, gdyż sądziłam, że i tak nie zmienię jej decyzji. Jednak kiedy trochę się uspokoiłam, a reszta naciskała, zgodziłam się wyjść z nią za Studz, z resztą watahy stojącą na czatach parę metrów obok, na wypadek, gdybym się wkurzyła.

O dziwo rozmowa jednak pomogła. Susan stwierdziła, że woli mieszkać u niego nie tylko dlatego, że jest w nim zakochana ale przede wszystkim, żeby nie mieszkać dalej w burdelu. I że bez problemu zamieszka znów ze mną i Caroline, jeśli tylko znajdę normalne mieszkanie. I że nie zamierza się z nim przespać, przynajmniej na razie. Obiecałam jej, że postaram się mniej ją kontrolować, ale że chcę, żeby sama dbała o swoje bezpieczeństwo i była świadoma zagrożeń. Na koniec stwierdziłam, że też lubię imprezy, więc po poprawieniu makijażu dołączyłyśmy do zabawy.

O północy spotkaliśmy się watahą za Studz. Logan „zachował jak na razie prawo do oddychania” jak to podsumował Nicholas i oznajmił, że coś bardzo wzmacnia Rękawicę przy Lokusie. Mogłoby być to spowodowane wyssaniem Lokusu (a to nie wchodziło w grę, bo ten miał się dobrze), aktywnością duchów albo Azlu. Trzeba by było sprawdzić Lokus po drugiej stronie, ale ponieważ wciąż było tu sporo ludzi, mieliśmy sprawdzić najpierw drugi Lokus.

Kiedy omawialiśmy sprawy parku (prace miały rozpocząć się już w tym tygodniu), usłyszeliśmy wycie oznajmiające zajęcie terytorium. Na północnym wschodzie. Logan rzucił, że w piątek też jakaś wataha zajmowała teren, tym razem skrajnie południowy, mniej więcej teren gangu Piratów – Shaolin Pirates. Kazał też Bahalowi ostrzec ludzi przed Los Diablos, że mogą mieć dużo najemników. Wtedy do Sahida zadzwonił telefon z informacją, że kilku kolesi ze Smoków znaleźli z cybernetycznymi łapami, jeden nawet miał metalowe całe przedramię. To już wiemy, gdzie wyciekła cybernetyka.

Tak rozmawiając doszliśmy do Lokusa w parku. Pati kazała nam przerwać rozmowy i przejść na drugą stronę. No i spadliśmy z deszczu pod rynnę – podczas gdy w naszym świecie mżyło, tu lało jak z cebra. Pati pochwaliła się nowymi znakami Uznania, wytatuowanymi pomiędzy łopatkami. Teraz też dotarło do nas, że w zapachu Pati pojawiła się nuta elektryczności. Zmieniła się w Dalu i zaczęła opowiadać. Najwyraźniej chciała uspokoić nastroje w watasze.

Opowiedziała nam starą pieśń – była to historia watahy, w której w pewnym momencie doszło do rozłamu. Jeden z wilków odebrał zachowanie alfy, bardzo starego i bardzo potężnego wilka jako zamach na terytorium i watahę. Uznał to za błąd i wyzwał alfę. Niestety wataha go nie poparła i uznała decyzje przywódcy. Wilk wygrał pojedynek ale musiał pogodzić się z tą decyzją, choć odtąd nosił zadrę w sercu. Po pewnym czasie nadeszło zło, które, aby pokonać, wilk musiał usunąć zadrę z serca i stanąć obok swoich braci. W watasze znów zapanowały przyjaźń i braterstwo.

Kiedy skończyła, faktycznie poczuliśmy się podniesieni na duchu i postanowiliśmy sprawdzić, czy nasz niedawny gość sobie już poszedł i dokąd. Ponieważ w Królestwie Cieni mogło być niebezpiecznie, poszliśmy wszyscy. Złapanie tropu kogoś, kto krwawił esencją nie było trudne, a pojedyncze duchy, które się nim pożywiały, pryskały na nasz widok. Logan zdziwił się, że było tu tak pusto. Pati wyjaśniła więc, że jest tak od czasu ostatniej wojny, kiedy było tu wiele Azlu. Duchy powoli się tu pojawiały ale musiało jeszcze upłynąć sporo czasu zanim teren się „zaduchowi”.

Po jakimś czasie znaleźliśmy go w ruinach Liberty Flair, był w naszym świecie. Wciąż na naszym terytorium, więc trzeba by było z nim porozmawiać i poprosić o dotrzymanie obietnicy. Ale postanowiliśmy to odłożyć na później

Wróciliśmy do Studz, gdzie pomogliśmy w wyproszeniu ostatnich bywalców i w końcu mogliśmy w spokoju obejrzeć Lokus. Tu od razu Logan stwierdził, że Rękawica była już normalna. Czyli wychodziłoby na to, że to znów ktoś z bywalców tak na nią działał. Po przejściu do Królestw Cieni wyczuliśmy emanującą z Pati aurę gniewu. Sahid stanął między mną a nią (na wszelki wypadek) a reszta z nas zastanawiała się, co jest grane. Studz z tej strony wyglądało dużo bardziej imponująco.

– Logan, Sahid, kurwa, sprawdźcie co się tu kurwa dzieje! – było jej jedynym komentarzem.

Sahid położył jej uspokajająco rękę na ramieniu, co było przysłowiową kroplą przepełniającą czarę – i Pati wpadła w szał. Błyskawicznie zmieniła się w Gauru i rzuciła Sahidem o ścianę. Wykorzystując swoją przewagę szybkości, zmieniłam się w Urshula i rzuciłam na nią, próbując przewrócić. Nie był to najlepszy pomysł, bo niemal się od niej odbiłam, kiedy złapała mnie i przeorała pazurami. Auć! To zabolało, więc odskoczyłam. Przemyślałam taktykę, zmieniłam się w Dalu i spróbowałam ją ogłuszyć kolumną głośnikową. Logan chyba chował się za nią, więc czym prędzej wskoczył za bar. Krzyknął do Bahala, wskazując jakiegoś ducha na balkonie, żeby łapał tego skurwiela. Bahal skoczył za nim, a Sahid wyciągnął jakiś smoczy sztylet. Ponowiłam atak ławką, ale nie zrobiło to na Pati zbytniego wrażenia, za to ja znów oberwałam pazurami. Nicholas usiłował sprowokować Pati, warcząc w formie Urshulu. Chyba miał zamiar uskoczyć, kiedy się na niego rzuciła, ale nie za dobrze mu to wyszło. Nim zdążyłam walnąć ją w plecy, Sahid zatopił sztylet w jej ciele, po czym natychmiast znieruchomiała i padła nieprzytomna, wracając do formy ludzkiej. Bahal zatopił kły w duchu, ale ten wyrwał mu się i zdematerializował.

***

Bahal: „podnoszę ją z ziemi, niech nie leży bo jeszcze się przeziębi”

Logan: „albo wilka dostanie!”

***

Kiedy chłopaki dyskutowali, jak ocucić Pati (i kto ma się tym zająć), podeszłam i walnęłam ją parę razy z plaskacza. Poskutkowało, więc odskoczyłam przezornie poza jej zasięg, ale była już sobą. Spytała czy nikomu nic się nie stało, na co odpowiedziałam jej krzywym uśmiechem, wciąż trzymając się za zakrwawiony bok.

Zrelacjonowaliśmy jej, co się działo, po czym wróciliśmy do świata fizycznego. Zaczęła się jakaś dyskusja o porozumieniu ze Srebrnym Syndykatem, chyba w kwestii kamer. Pati dodała jeszcze, że chciała się z tym porozumieć z innymi watahami, bo to już nie tylko nasza sprawa. Tu Logan powiedział o watasze, która zajęła nam Lokus. Ponoć nie cieszą się dobrą opinią a ich pojedynki nie są uznawane za honorowe. A niestety to nasi sąsiedzi, więc trzeba będzie się z nimi jakoś dogadać.

Rozmowę przerwał nam jakiś hałas – przez ściany brzmiało to jak darte prześcieradło, albo seria z karabinu. Wybiegliśmy czym prędzej z budynku i skierowaliśmy w stronę źródła tego dźwięku. Ja, Bahal i Nicholas pobiegliśmy w wilkach, a Pati, Logan i Sahid pojechali samochodem. Dojechali chwilę po nas, kiedy zastanawialiśmy się, co zrobić w zastanej sytuacji. Widzieliśmy kilku ubranych na czarno kolesi z karabinami, w kamizelkach kuloodpornych. Logan staranował ich samochodem, a ci, których nie trafił, uciekli w boczną uliczkę. Ja, Bahal i Nicholas rzuciliśmy się za nimi próbując ich ugryźć, Pati wyskoczyła z samochodu łapiąc jednego z nich. Typ odwrócił się i z jakiejś krótkiej broni wypalił do niej, Logan ponownie przejechał gramolących się dwóch, a Sahid złapał kolejnego. Ja z Bahalem schwytaliśmy jednego za nogi, gryząc go na tyle mocno, że się przewrócił. Pati odrzuciła salwa w bebechy, a koleś zaczął uciekać. Bahal warknął, żebym zajęła się tym obalonym, a sam skoczył za uciekającym. Wgryzłam się mu w kark, warcząc i unieruchamiając.

Pati krzyknęła za uciekającym, aby się zatrzymał, używając swego Daru Dominacji. Gnojek musiał usłuchać. Pati krzyknęła jeszcze „brać go”, co chłopaki skwapliwie uczynili. Nicholas rzucił się na gościa, ale ten odruchowo wypalił i nasz Elodoth dostał serią w brzuch. Bahal przyskoczył do niego z tyłu. Pati kazała mi skończyć z kolesiem a sama skierowała się ku temu stojącemu z bronią. Bahal przewrócił go, gryząc w kark, a ja, choć niechętnie, wykonałam polecenie. Logan zastrzelił tych, których wcześniej przejechał a Sahid zapakował jedynego jeszcze żyjącego świadka, nieprzytomnego, do bagażnika. Ciała wrzuciliśmy do płonącego obok samochodu aby ukryć ślady ugryzień.

Nieprzytomnego zabraliśmy natomiast na przesłuchanie do Studz. W międzyczasie Sahid dostał telefon z informacją o tej rozróbie, więc kazał posprzątać. Bahal został na miejscu, a po chwili usłyszeliśmy jego wycie, że na miejscu był też Plastik, że go tropi i spróbuje odnowić pakt.

Plastika udało się co prawda wytropić, ale nie był skory do dyskusji. Ledwie pamiętał o pakcie, a że wchłonął jednego z gangu, Bahal stwierdził, że trzeba go renegocjować. Plastik stwierdził jednak, że nie ma czasu na to, że gościa wchłonął bo potrzebował energii, kopnął Bahala bez ostrzeżenia i zwiał.

Tymczasem w Studz Logan rozciął kolesiowi pancerz a ja pobrałam krew. Zaczynam nabierać w tym wprawy. Pati chciała od razu się pozbyć świadka, ale chłopaki woleli go najpierw przesłuchać. Nim zdążyli podjąć decyzję do piwnicy wszedł, a raczej wtoczył się Bahal, kurwiając na ciemność. Nim skończył opowiadać o konfrontacji z Plastikiem, nasz świadek się obudził. Oczywiście na pierwsze pytanie, co robili w naszej dzielnicy, odpowiedział kulturalnym „pieprz się”, na co równie kulturalnie został poczęstowany pięścią Sahida. Po chwili Pati spytała, czy nasi goście nie znają się na przesłuchaniach, a chłopaki zaczęli opowiadać o najgorszych metodach przesłuchań, o jakich słyszeli. Po chwili Sahid wygrzebał gdzieś listewki i z miną maniaka zbliżył się do więźnia. Pati wyciągnęła mnie, jako że jestem nieletnia a rozrywkę zostawiłyśmy facetom. Rzuciła mi telefon i kazała zadzwonić do doktorka.

Listewki musiały najwyraźniej zrobić wrażenie, bo koleś zaczął mówić. Okazało się, że zapłacono mu za zlokalizowanie Plastika, zbiega z laboratorium Militechu. Wysłano dwa oddziały, ale Plastik się z nimi rozprawił bez większego trudu. Koleś nie miał wielkich nadziei na wyjście, ale jeszcze trochę pożyje – został tylko skrępowany i zakneblowany.

Już na górze Pati stwierdziła, że jeśli prawdą były zeznania więźnia, to Militech będzie nam się kręcił po dzielnicy i chcąc nie chcąc atakować naszych ludzi. Wymyśliła, że najlepiej byłoby go pokonać i dostarczyć Militechowi. Oczywiście problem w tym, że oddziały szturmowe dostały już lokaliz…

W tej właśnie chwili zadzwonił do Bahala ktoś z gangu mówiąc coś o stanie wojennym. Ponoć po Plastika wysłali wojsko. Bahal kazał trzymać się z daleka i nie wchodzić im w drogę.

Logan zaproponował spreparowanie strony i zrobienia filmu aby umieścić to na stronie wiadomości albo wysłać mailem Militechowi. Problem w tym, że to zajęłoby mu kilkanaście godzin. Wtedy zadzwonił James informując o kwarantannie i stwierdził, że biorąc pod uwagę okoliczności, chyba u niego jednak będzie dla Andy’ego bezpieczniej. Sprawdziliśmy – kwarantanną zostało objęte całe Downtown.

Pati chciała, żeby Logan załatwił film i zabrał Caroline do siebie, ale po namyśle stwierdziliśmy, że przeprowadzenie jej teraz nie byłoby najlepszym wyjściem. Nasza alfa zadzwoniła więc do którejś z kobiet z burdelu informując ją o wojsku i kwarantannie oraz prosząc, żeby miała oko na małą i nie wypuszczała jej nigdzie, nawet do szkoły, oraz (to już dodał Logan) żeby przekazać jej, że siostry są bezpieczne.

Logan miał więc wrócić do siebie, postanowił, że przejdzie Cieniem do Lokusa w parku a potem stamtąd przemknie do domu. Pati poinformowała o problemach z Plastikiem i Militechem pobliskie watahy. Reszta z nas zaś w formach wilczych usiłowała się skradać ulicami. Pati wychodziło to średnio bo tupała, ale to ja potknęłam się i wypadłam na ulicę wprost pod nogi żołnierzy. Położyłam uszy po sobie, podkuliłam ogon i usiłowałam się przemknąć, ale rzucili mi jedzenie. No i miałam do wyboru – albo to zjeść jak na bezdomnego psa przystało i skompromitować się przed resztą watahy, albo zachować się podejrzanie. Trudno, przynajmniej coś zjadłam. I zostałam pogłaskana za uchem. Bycie psem nie byłoby nawet takie złe, gdybym nie słyszała reszty tarzającej się ze śmiechu.

Jak się później dowiedziałam, przy okazji nakręcono filmik pokazujący ludzkie oblicze armii – i tenże film Logan nie tylko ściągnął na dysk, ale i pokazał Susan. Co za wstyd!

Wracając jednak do poważnych spraw – Plastika udało nam się wytropić całkiem łatwo, zresztą odgłosy wystrzałów i rzucanych samochodów wskazywały, że nie tylko nam. Wyjrzawszy zza winkla, zobaczyliśmy Plastika zasłaniającego się samochodem jak tarczą, trzymanym w jednej ręce. Po czym cisnął tym samochodem jak piórkiem w ludzi, a następnie wydłużył sobie rękę, krojąc tych gości. Wycofując się do najbliższego zaułka, usłyszeliśmy jeszcze odgłos wystrzału z czołgu.

Zmieniliśmy się, a Pati zadzwoniła do Logana, który poinformował, że ma prawie gotowy materiał, ale ze zdjęciami a nie filmem. I musiał się pochwalić znaleziskiem z sieci. I że pokazał go Susan, która ponoć nawet bardzo się nie śmiała. Zanim zdążyłam coś dodać, rozłączyła się. Wysłałam więc Loganowi SMSa o treści „zabiję cię”. Dodałam uśmieszek ;), żeby nie uznał, że to groźba. Po chwili otrzymałam SMSa od Susan „chcę autograf” i od Logana „Susan chce autograf”. Odpisałam im GROWL i dali spokój.

Usłyszeliśmy jakieś tąpnięcie, które brzmiało jak rzucony czołg. Bahal poszedł na zwiad, zawył, że Plastik poszedł na północ. Pati kazała mi i Sahidowi zrobić zdjęcia zniszczeń i trupów i wysłać Loganowi. Po chwili dostałam od niego SMSa, że Susan jest nawet przydatna. Odpisałam „DO CZEGO???!!!???” ale nawet jeśli coś odpisał, nie usłyszałam tego, bo zmieniliśmy się w wilki i poszliśmy za Plastikiem.

Znaleźliśmy go kilkaset metrów dalej. Pati przywołała mgłę, która nas przed nim zasłoniła. Stwierdziła, że spróbuje powstrzymać go swoim rozkazem, kazała Nicholasowi stać na czatach a reszta miała walczyć. Nie namyślając się długo rzuciłam się do przodu, korzystając z szybkości formy wilczej i tuż przed ciosem zmieniłam się w Gauru. Niestety praktycznie odbiłam się od jego pancerza, za to obrywając piłą wyrastającą mu z ramienia. Po chwili usłyszałam Pati krzyczącą, żeby opuścił pancerz i o dziwo, Plastik usłuchał. To znacznie ułatwiło walkę, bo choć po chwili rzucił mną o ścianę budynku łamiąc mi lewą rękę, nadal byłam w stanie ustać i walczyć. I dowodzić, więc obrzuciwszy jednym spojrzeniem pole walki, kazałam Bahalowi zaatakować go od tyłu, a Pati i Nicholasowi uderzyć w nogi. Sahid dobył swojego sztyletu ale nim zdążył go użyć, nasze pazury zakończyły istnienie tego dziwoląga. Szybko sfotografowaliśmy szczątki na użytek Militechu, po czym musieliśmy je spalić, bo wyglądało na to, że miały szansę się zregenerować. Co za abominacja…

Kiedy jechaliśmy do Studz, Pati wezwała Logana prosząc, żeby mnie wyleczył. Usiłowałam opóźnić regenerację, bo kość wystawała mi pod dziwnym kątem i trzeba było ją złożyć. Niestety chyba mi nie wyszło, bo zaleczyła się w tej pozycji i kiedy nasz rytualista przybył na miejsce, Bahal musiał mi ją ponownie złamać. Na szczęście rytuał leczenia okazał się bardzo użyteczny i już po godzinie po złamaniu i siniakach nie było śladu. Logan chyba jednak zachowa prawo do oddychania jeszcze przez jakiś czas

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s