Dziennik Drużyny cz. 2 by Emily Collins

Posted: 22 stycznia 2013 by Kattea in Archiwum
Tagi:

Sesja 2 – 05.01.2013

Następnego wieczoru tradycyjnie siedzieliśmy w Studz, omawiając plany. Na dole trwał tłumny koncert, który skutecznie zagłuszał to, co mówiliśmy. Pati stwierdziła, że najważniejszy jest totem, bo bez niego formalnie wataha nie istnieje. Zaczęliśmy więc rozważać, jakie mamy opcje, gdy nagle doszło nas wycie z zewnątrz. Niestety nim wyszliśmy z budynku, przedzierając się przez tłum, usłyszeliśmy tylko odpowiedź „przyjąłem do wiadomości”, ale nie pierwszy przekaz.

Polowanie na totem zaczęliśmy od lokusa w parku. W Królestwie Cienia, jak ostatnio, uwagę przyciągało wielkie drzewo na wzgórzu, obumierające, we ścielącej się przy ziemi mgle. Na horyzoncie widać było dwór z kości, ponoć dwór wojny, do którego lepiej się nie zapuszczać oraz wielką górę, której wierzchołka nie widzieliśmy. Nad wieżowcami na północy szalała burza.

Bahal wymyślił, że zapolujemy na Roka, Ptaka Gromu, prastarego ducha, który przebywał tu jeszcze nim powstało miasto. Ptak Gromu to ponoć mitologiczny krewny orła, związany z elektrycznością. Nie miał swojego odbicia w naszym świecie, więc mógłby potrzebować esencji, którą moglibyśmy mu zapewnić. Burza była najlepszym znakiem, że może tu być a góra nadawałaby się na jego gniazdo.

Skierowaliśmy się więc w stronę wieżowców. Udało nam się ominąć dwór wojny bez natknięcia się na żadnego wrogiego ducha, co samo w sobie stanowiło niezły wyczyn. Na chwilę zatrzymaliśmy się przed znakami oznaczającymi terytorium innej watahy. Pati zawyła prosząc o wejście na jej teren na łowy. Zezwolili, ale ostrzegli, że będą patrzeć nam na ręce. To Srebrny Syndykat, jedyna wataha, o której wiadomo, że na pewno wróciła. Składa się z siedmiu członków.

Niestety, kiedy dotarliśmy na miejsce, burza zdążyła już się skończyć a duch odszedł. Złapaliśmy jednak trop, pachnący piórami, ozonem i elektrycznością; podążyliśmy za nim aż do autostrady. Nicholas złapał stopa, którym okazał się zdezelowany van. Po krótkich negocjacjach i oddaniu odrobiny esencji przez każde z nas, zabrał nas w pobliże góry. Opary dragów unoszące się w środku sprawiły jednak, ze kręciło nam się w głowach jeszcze przez pewien czas po wyjściu.

U podnóża góry, Logan zebrał gałązki, kamyczki i inne ślady ptaka, ponoć potrzebne aby odprawić na szczycie jakiś rytuał. Wspinaczka była długa i mecząca, głównie dlatego, ze Nicholas i Logan nie bardzo mieli o tym pojecie i musieliśmy ich asekurować oraz z powodu wspomnianych wcześniej zawrotów głowy.

Na szczycie duch, jak się spodziewałam, wcale nie ucieszył się na nasz widok. Nicholas przystąpił do negocjacji i wyjaśnienia celu naszej wizyty. Logan rozłożył ołtarzyk i zaczął odprawiać rytuał. Usiłowałam pomóc Nicholasowi, który wyraźnie sobie nie radził, jednak nie jestem dobra w przymilaniu się, a rytuał ze względu na siekący deszcz i wiatr wydawał się trwać w nieskończoność. Z każdym kolejnym słowem duch był coraz bardziej rozgniewany, ale szczytem było, kiedy nazwał nas mordercami a Nicholas spytał, czemu. Myśleliśmy, że go rozszarpie, ale udało mi się go osłonić a kiedy duch się zorientował, ze nie jego złapał w szpony, cisnął mną o ziemię, ale na szczęście zbytnio nie ucierpiałam. W końcu do akcji wkroczyła alfa, zajmując ducha rozmową, wyjaśnieniem celu naszej wizyty, opowiadaniem historii poprzedniej watahy i jej totemu a kiedy skończyła, Loganowi udało się też ukończyć rytuał. Przemówił do ducha z pokorą, mówiąc, ze chcemy by pomógł nam odkupić winy naszych przodków i udzielił nam swej mądrości. Nicholas chyba chciał naprawić swój niezbyt fortunny występ i coś dodać, ale krótkie warknięcie alfy skutecznie go uciszyło. Ostatecznie duch zgodził się nam pomóc, ale tylko o włos uniknęliśmy totalnej porażki.

Nie cieszyliśmy się sukcesem zbyt długo, bo kiedy świętowaliśmy pochłaniając tony żarcia u Chińczyka, Bahal dostał informację o kolejnych kłopotach. Na ulicy wybuchły jakieś samochody, więc nie namyślając się długo, pojechaliśmy na miejsce. To znaczy ja, Pati i Bahal bo Nicholas i Logan sprawdzali jak szybko i za ile uda im się skombinować blachy.

Na scenie wybuchu Bahal wyczuł trop kogoś, kogo wraz z Pati już kiedyś spotkali. Był to człowiek, na którym jedna z korporacji przeprowadzała eksperymenty i któremu jakoś udało się wydostać. Stwierdzili, że był strasznie twardy – wydawało się, że kły, pazury czy kule się go nie imały, ale ponieważ polował na ludzi z korporacji, zawarli z nim swego rodzaju pakt o nieagresji. Nazwali go Plastik Fantastik. Kiedy rozmawiali, kątem oka zauważyłam, że ktoś się nam przyglądał a po chwili zaczął uciekać. Nie namyślając się, pobiegłam za nim, a Bahal, który przepatrywał okolicę z dachu, również go dostrzegł. Jednak po kilkuset metrach trop nam się urwał, a Pati wkurzyła się, że go ganiamy. Wcale nie byłam pewna, że to był on, dopóki nie sprawdziłam tropu w miejscu, gdzie się urywał. Muszę jednak przyznać, że mnie zaciekawił, z chęcią dowiedziałabym się więcej, skąd ma takie moce.

Ponieważ zrobiło się już późno, a właściwie bardzo wcześnie, Pati zadzwoniła do chłopaków i ostatecznie wybrała ofertę Nicholasa. Ponoć jakiś jego znajomy z policji miał w tym pomóc. Towar miał mu przekazać o dwunastej, a wtedy ja miałam się urwać ze szkoły, odebrać blachy, zanieść do warsztatu i pomóc w przybijaniu. Wszystko pięknie i sprawnie, tylko kiedy jechaliśmy pod szkołę ukradzionym samochodem, Pati pozwoliła Bahalowi iść spać. Wiec poszedł, znaczy zasnął w tym momencie nad kierownicą! Pati zdążyła ją złapać zanim się rozbiliśmy i jakoś zahamowała pod szkołą. Próbowałam dobudzić Bahala ale się nie dało, a Pati kazała do zostawić. I to był błąd…

Kiedy wychodziłam ze szkoły, właśnie go odholowywali. Pół biedy, gdyby to była tylko straż miejska, ale i policja. Nie namyślając się długo, zadzwoniłam do Nicholasa pytając, czy jeszcze jest z tym swoim policjantem, bo chciałam się dowiedzieć, gdzie go zabiorą. Potem zadzwoniłam do Pati, która na wpół śpiąc kazała mi go zostawić mówiąc, że sobie poradzi. Jakoś jednak w to wątpiłam, więc pobiegłam na posterunek, w międzyczasie prosząc Nicholasa aby do mnie przyjechał i wyrywając ze snu Logana. Kiedy niedaleko posterunku usiłowaliśmy z Nicholasem wymyślić jakiś plan, zadzwoniła do niego wkurzona Pati i kazała nam spotkać się u Logana. Dotarliśmy na miejsce nawet szybko, ale na miejscu Pati zaczęła na mnie wrzeszczeć, pytając, czemu jej nie poinformowałam. Powiedziałam, że przecież dzwoniłam i że kazała mi się nie mieszać. Wtedy z kolei zaczęła się czepiać, że łamię jej rozkazy i nie docierało do niej, że nie mogłam zostawić tak kumpla z watahy. O mały włos nie skończyłoby się na wybuchu, ale jakoś się powstrzymałam a parę rundek wokół bloku pozwoliło mi się uspokoić na tyle, by po powrocie móc zacząć myśleć, jak go stamtąd wyciągnąć.

Cdn…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s