Dziennik Drużyny cz. 1 by Emily Collins

Posted: 22 stycznia 2013 by Kattea in Archiwum
Tagi:

Sesja 1 – 22.12.12

Kilka dni po dołączeniu do watahy dostałam wezwanie do Studz. Ponoć mieliśmy się tam z kimś spotkać. Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać, ale Pati i Bahal postawą ciała nie zdradzali zdenerwowania. Poprawka – zbytniego zdenerwowania, bo kiedy się przyjrzałam, dostrzegłam napięcie w ramionach i wyczekujące spojrzenia. Starałam się siedzieć spokojnie i nie zdradzać niecierpliwości nerwowymi gestami – ale raczej z miernym skutkiem.

Na szczęście nie trwało to długo, może kilkanaście minut, zanim w drzwiach stanął mężczyzna, który równie dobrze mógłby być kosmitą, tak wydawał się nie na miejscu w tym lokalu. Większość bywalców ubiera się w skóry lub przynajmniej w stylu młodzieżowym, on natomiast miał na sobie… garnitur! Jakby się urwał z jakiejś korporacyjnej imprezy, FFS! Już miałam podejść i zasugerować, że chyba pomylił lokal, kiedy wyczulam, że jest jednym z nas, Uratha. Sądząc po minach reszty też to do nich dotarło, ale pozostali na miejscach dopóki przybysz do nas nie podszedł. Dopiero wtedy Pati zeskoczyła z maski samochodu wbitego w jedną ze ścian i przedstawiła siebie i nas gościowi. Kiedy podszedł bliżej, zobaczyłam coś jeszcze dziwniejszego niż strój – białe oczy, zupełnie białe! Kiedy otrząsnęłam się ze zdziwienia, zauważyłam długie włosy, jedyną cechę, która by mogła pasować do tego miejsca. Poza tym nie był specjalnie wysoki ani wysportowany a sylwetkę miał raczej krępą. Wiekiem pasował do pozostałej dwójki.

Logan Darkmoor, bo tak się przedstawił, określił siebie jako czarodzieja komputerowego a z tego, co wywnioskowałam z rozmowy, wykonywał czasem dla gangu jakieś zlecenia informatyczne. Teraz jednak musiał się określić, czy chce przystąpić do nas czy opuścić ten teren. Mi podjęcie decyzji zajęło całe trzydzieści sekund, on natomiast wyraźnie się wahał. Po kilku minutach targów na temat, jakie korzyści będzie z tego miał, nie wytrzymałam i warknęłam, żeby przestał się krygować i powiedział tak, bo i tak nie ma za bardzo innego wyjścia. Poza wyjechaniem, jak zauważył, ale gdyby chciał wyjechać, pewnie już dawno by to zrobił. Stanęło jednak na tym, że się zastanowi – Pati dała mu na to dobę.

I pewnie na tym by się skończyło, gdyby Logan nagle nie podszedł do sceny i nie zaczął jej uważnie oglądać. Po chwili stwierdził, że mamy tu lokus. Praktycznie dopiero dołączyłam do watahy, więc nie byłam pewna, czy to coś nowego, ale zdziwienie Pati i Bahala powiedziało mi, że owszem. Zajrzeliśmy więc do świata duchów, gdzie, jak można było się spodziewać, zgromadziło się sporo duchów. Bahal zmienił formę i ugryzł jednego, ale Pati zawyła i wystraszyła wszystkie, zanim zdążyłam zatopić w nich kły. Chwilowo nic więcej nie pozostało do zrobienia, więc wyszliśmy, pożegnaliśmy się z Loganem, lecz zanim zdążyliśmy się rozejść każde do swoich zajęć, usłyszeliśmy wycie kogoś przechodzącego pierwszą przemianę. Nie namyślając się wiele pobiegliśmy w tamtym kierunku. W międzyczasie zadzwonił telefon Pati – rzuciła coś do Bahala o Ryżych, zniknięciu samochodów i że nie ma teraz czasu się tym zajmować.

Dotarliśmy do budynku, nad którym szyld wskazywał na jakiś sklep z częściami. Nie namyślając się ani chwili Pati kopniakiem wyważyła drzwi i natychmiast wbiegła do środka. Bahal wyprzedził ją na schodach, a w pokoju nad sklepem znaleźliśmy młodego w Gauru. Nim zdążyłam minąć Bahala, ten już przygwoździł go do ściany i ogłuszył. Uff, poszło łatwiej niż się spodziewałam.

Dosłownie chwilę później usłyszeliśmy łomot na schodach i ujrzeliśmy Pati i Logana skotłowanych u ich podnóża. Wymieniliśmy z Bahalem kilka uwag na temat, że może zajmiemy się młodym i nie będziemy im przeszkadzać, skoro najwyraźniej przypadli sobie do gustu itp. Im najwyraźniej nie było jednak do śmiechu, bo Pati stwierdziła, że skraca mu czas do namysłu do dziesięciu minut. Dogryzłam mu, żeby się w końcu zdecydował, skoro nasza alfa najwyraźniej mu się spodobała. Dzięki temu napięcie trochę opadło, ale Pati z Loganem wciąż dyskutowali nad jego przyłączeniem się do watahy. W międzyczasie Bahal dostał telefon o zaginięciu samochodów, ale że Pati nie miała czasu o tym rozmawiać bo nadal zajęta była Loganem, pomyślałam, że bardziej przydam się Bahalowi przy młodym. Po zniesieniu go na dół, przykryciu kocem, ocuceniu i zaaplikowaniu czegoś mocniejszego, mogliśmy przystąpić do wyjaśnień.

Nicholas Stone przyjął je dość spokojnie, ale najwyraźniej jeszcze był w szoku. Kiedy Bahal opowiadał mu, czym się stał, miałam czas mu się przyjrzeć. Podobnie jak reszta watahy, był ode mnie starszy, ale nie aż tak bardzo. Sądząc z wyglądu, ledwie przekroczył dwudziestkę. Ani wzrostem, ani budową ciała, ani z twarzy niczym się nie wyróżniał. Włosy miał trochę zbyt długie, a ubranie, którego strzępy z niego zwisały, wyglądało na dziwny eksperyment modowy korporacji, który mieszał ze trzy style i do tego był najpewniej w stu procentach z poliestru.

Skończywszy przekazywanie podstawowych informacji, Bahal dostał kolejny telefon. Mruknął, że zaginął jakieś kurier i że pójdzie to sprawdzić. Zaoferowałam, że mu pomogę, ale wtedy wróciła Pati stwierdzając, że zamiast tego zabierze mnie i młodego, znaczy Nicholasa, do parku. Kiedy wychodziliśmy, Logana już się zmył. W parku Pati opowiedziała nowemu (i mi przy okazji) historię powstania Uratha a także nauczyła go przechodzić do świata duchów. Drzewo, które się w nim znajdowało, zrobiło na nas spore wrażenie, choć niepokojące było to, że zdawało się obumierać. Później Pati przećwiczyła z Nicholasem zmiany formy (jego wilk wyglądał jak brudnoszary worek kości) a mnie wysłała mnie do domu z przykazaniem, że mam się następnego dnia pojawić w szkole. Jakbym sama tego nie planowała… Nie lubię, kiedy mi matkuje.

Następnego dnia wieczorem znów spotkaliśmy się w Studz. Jak zwykle w klubie wrzało. Najwyraźniej wieść o kradzieży samochodów i zabitym kurierze zdążyła już obiec gang. Siedząc w loży na balkonie, Bahal zrelacjonował, czego się dowiedział.

A mianowicie, że kurier zginął od serii z automatu, dziewięć milimetrów, standardowy kaliber; że był podziurawiony jak sito, a najpewniej zamachowcami były trzy osoby i musiały na niego czekać – dodatkowo jeden chyba był zcyborgizowany, bo pachniał metalicznie. Miało to miejsce przy granicy ze Smokami, a ponoć mieli oni od dawna poparcie korporacji. Jednak cybernetyka jest eksperymentalna, być może to testują.

Kiedy skończyliśmy omawiać sprawę kuriera, Pati kazała mi przyprowadzić kolesia, który poinformował ją o zaginięciu samochodów. Bez problemu wyciągnęłam go z tłumu, ale chyba wkurzyłam laskę, którą bajerował. Nie żebym się tym przejęła. Ponoć Jake i Mike (nie znam, ale Pati najwyraźniej tak, zresztą mam wrażenie, że ona zna po imieniu cały gang) stali na czatach, on miał domknąć deal ale kiedy przyjechał na miejsce, zastał tyko wkurwionych Irlandczyków, a kolesie od pilnowania wyparowali.

Bahal i Nicholas poszli popytać, co przewoził kurier. Dowiedzieli się, że blachy do warsztatu Kitty bo mieli przebijać tablice jakichś aut. W międzyczasie do klubu wszedł Logan, a że w garniaku rzucał się w oczy, wracając od razu zgarnęli go na balkon.

Od niego dowiedzieliśmy się z kolei, że w międzyczasie w Downtown pojawiła się jakaś karawana, kilka opancerzonych wozów i ekipa montująca coś na słupach. Chyba jakieś kamery. Ponieważ w końcu zgodził się przyłączyć do naszej watahy, wspólnie pojechaliśmy zabrać jedną kamerę, aby mógł ją zbadać. Urwanie jej poszło sprawnie, ale kiedy już się ewakuowaliśmy, usłyszeliśmy wycie – inna wataha zajmowała terytorium, w tym część naszego terenu. Pati zmieniła się i odwyła, że to nasz teren i że jesteśmy silną watahą i będziemy go bronić, ale bez odzewu.

Pojechaliśmy więc do magazynu, aby sprawdzić miejsce kradzieży aut. Logan sprawdził świat duchów, Bahal tropił, ja stałam na czatach. Niedaleko znaleźliśmy ciała, a w jednym próbował zagnieździć się jakiś duch. Bahal urwał mu głowę, ale to nie wystarczyło, bo stwór nadal się ruszał i próbował złapać go rękami. Pati znalazła zapalniczkę i z pomocą benzyny podpaliła ciało, ale wtedy duch spróbował przeskoczyć na kolejne. Pokonaliśmy go dopiero, kiedy i ja go przytrzymałam, a Pati rozdarła pazurami. Został nam glutowaty posmak w ustach, a jakby nie dość tego, Logan zaczął się demonstracyjnie krzywić. Żeby więc go zgorszyć, oblizałam się ostentacyjnie. Wkurza mnie ten typ.

Ponieważ było już późno, ustaliliśmy spotkanie na kolejny dzień i rozeszliśmy się do domów.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s